PL EN
ok
YouTube Facebook

Metal Hammer 9/2015

Iron Maiden, Slayer, Year Of The Goat, Mick Moss, Soilwork, Vennart, Tim Bowness, Amorphis, Soulfly, Motorhead, Psychopath, Kadavar, Nile, Three Days Grace, Incubus

Metal Hammer 9/2015 

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Iron Maiden 8
Slayer 12
Year Of The Goat 16
Mick Moss 18
Soilwork 20
Vennart 22
Tim Bowness 24
Amorphis 26
Soulfly     28
Motorhead 30
Srogość 32
Book Zapłać 41
Psychopath 42
Kadavar 44
Na Zachód Od Metalu 46
Rocknroll Z Kega 47
Nile 48
Three Days Grace 50
Incubus 52
Boris 54
Album Miesiąca 55
Recenzje 56
Live Dri 64
Live AC/DC 65
Live Brutal Assault 66
Searching For Calm 68
Out Of The Darkness 69
Die Young 70
 

ZGRZYT

Iron Maiden...

zespół instytucja. Bez nich heavy metal miałby inny posmak, to oni pokazali też, jak ważna może być w tym gatunku okołomuzyczna otoczka, a ich maskotka Eddie jest niejako synonimem nazwy grupy. I choć z obozu Maiden dobiegały ostatnio niepokojące wieści, to sprawa wydaje się być już nieaktualna: w wywiadzie, który publikujemy w tym numerze Janick Gers potwierdza, że Bruce Dickinson jest już zdrowy. Gers przekonuje też, że podczas sesji nagraniowej zespół tworzył tak sprawnie, że niemożliwością było zamieścić dobre kompozycje na jednej płycie... W efekcie na początku września trafi na rynek pierwszy w historii Iron Maiden podwójny album studyjny.

Nie próżnują też inni weterani metalowej sceny – nasz dziennikarz przez ponad pół godziny rozmawiał z Tomem Araya o nowej płycie Slayer. Z czystym sumieniem polecam lekturę tego wywiadu, bo zdradza wiele nowych faktów na temat grupy, także ten, że data ukazania się płyty (11.09) została ustalona bez wiedzy i zgody muzyków Slayer.

W numerze także wiele innych tematów: wywiady z Soulfly, Nile, Motorhead, Kadavar, Amorphis to tylko czubek góry lodowej (w momencie gdy piszę te słowa w naszej Redakcji jest 35 stopni ciepła), na deser zapraszamy Was na koncertowe relacje; z AC/DC, DRI no i imprezy która wyrasta na jedno z najważniejszych wydarzeń na koncertowej mapie Europy - z czeskiego Brutal Assault.
 
Darek Świtała

 

ALBUM MIESIĄCA

IRON MAIDEN
The Book Of Souls
(Warner)
 
Determinacja to doprawdy zdumiewające ogniwo w łańcuchu ewolucyjno-rozwojowym. Działanie, chęć podbicia, zdobycia, osiągnięcia zamierzonego celu podszyta wiarą, energią, siłą, a przede wszystkim konsekwencją na przestrzeni czasu, może dać niezwykłe efekty. Świat niejednokrotnie się o tym przekonywał. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że od ponad 40 lat taką właśnie cechą odznacza się Steve Harris. Nie mam tu na myśli wyłącznie jego działalności z Iron Maiden. Wszak zanim założył ten jeden z najważniejszych zespołów w historii muzyki rockowej, już wykazywał pierwsze oznaki nie tylko charakterystycznego stylu grania i komponowania, ale także sposobu działania i funkcjonowania na scenie muzycznej. Dość tego pieprzenia!
 
Szesnasty album studyjny. Tytuł „The Book Of Souls”. Ta sama sprawdzona ekipa realizacyjno-producencka pod wodzą Kevina „Cavemana” Shirleya. Komponują wszyscy poza Nicko McBrainem. Okładkę z Eddiem przygotowuje Mark Wilkinson – ten sam, który odpowiada za oprawę płyt Judas Priest, Marillion, czy Fisha. A wszystko to dzieje się w tle walki wokalisty Bruce’a Dickinsona z nowotworem języka. Dodajmy – jak na razie zwycięskiej. Materiału jest sporo, bo 92 minuty, a całość spięta jest klamrą pod postacią dwóch utworów w całości skomponowanych przez Dickinsona. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce ponad 3 dekady temu, gdy zespół nagrywał „Powerslave”...
 
Tyle faktów – czas zatem otworzyć „Księgę Dusz”. Płytę numer jeden rozpoczyna „If Eternity Should Fail”. Epickie intro, wokal na pogłosie, konkretne partie solowe w środku i zapadające w pamięć słowa „Here is the son of a man...” Udane, ponad ośmiominutowe wprowadzenie do całości. Następny w kolejności to „Speed Of Light”. Z radością stwierdzam, że jest to jeden z najlepszych utworów w dorobku Maiden w ostatnich kilkunastu latach. No, bo jak inaczej określić numer, który brzmi, jak skrzyżowanie Deep Purple (te gitary) i Guns N’Roses (ta moc i krowi dzwonek)? Typowy Maiden to „The Great Unknown”, zaś epicki “The Red And The Black” zaczyna się dość zaskakująco, bo od partii akustycznej, przypominającej nieco... metallikowe „Welcome Home (Sanitarium)”. Resztę wypełnia maidenowa galopada przypominająca czasy „Seventh Son Of A Seventh Son”, z kilkoma zmianami tempa i partiami klawiszy. Zaśpiewy Bruce’a kojarzą się natomiast z „The Wicker Man”. Na tym tle nieco blado wypada „When The River Runs The Deep”, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. Krążek kończy utwór tytułowy z ciekawą partią hiszpańskiej gitary we wstępie, charakterystycznymi maidenowymi “triumfami” i bodaj najlepszą solówką gitarową na całym albumie.
 
Płytę numer dwa otwiera natomiast pędzący „Death Or Glory” z gęstymi gitarami i bębnami. A z którego innego znanego utworu Żelaznej Dziewicy została zaczerpnięta linia gitary w „Shadows Of The Valley”, szybko się Państwo sami zorientują. Dramatyczno-patetycznie wypada „Tears Of A Clown” z solówką zagraną na „wah-wah”. Nieco lepiej brzmi kolejny „The Man Of Sorrows”. Łamiący się głos Dickinsona na początku ustępuję mocnemu rytmicznemu wejściu gitary i perkusji, a dość progresywna końcówka ciekawie go dopełnia. Na koniec zaś drugie w pełni autorskie dzieło wokalisty – najdłuższy na płycie „Empire Of The Clouds”. Pomimo wielu zmian tempa i licznych nastrojów (m.in. marszowa perkusja, czy partie smyczkowe) po tych ponad 70 minutach przeżytej dotychczas muzyki z „The Book Of Souls”, grande finale zwyczajnie męczy.
Jeśli kogoś zafascynowały progresywne wojaże grupy, na wydanym 5 lat temu „The Final Frontier”, to „The Book Of Souls” ma szansę go zafascynować. Problem leży jednak zdaje się w tym, że panowie pisali piosenki w studiu, nieznacznie ogrywali i niemalże od razu rejestrowali. To niestety słychać przez znaczną część tego wydawnictwa. Tym niemniej wspomniana na samym początku determinacja Harrisa jeszcze raz przyniosła owoce. Tym razem w postaci najdłuższego, choć może niekoniecznie najbardziej rozbudowanego muzycznie albumu studyjnego w historii Iron Maiden.
 
Maciej Majewski