PL EN
ok
YouTube Facebook
Faith No More

Metal Hammer 3/2015

Moonspell, Black Star Riders, Enforcer, Ensiferum, Beardfish, Steven Wilson, The Answer, Venom, Arena, THAW, Blues Pills, Monument, One, Gehennah, Sylvan, The Gentle Storm, Marilyn Manson, Melechesh, The Agonist, Knight Area

Metal Hammer 3/2015 

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Moonspell 8
Black Star Riders 12
Enforcer 14
Ensiferum 15
Beardfish 16
Steven Wilson 18
The Answer 20
Venom 22
Studio Raport: Coal Chamber 24
Arena 26
Thaw 27
Necrowretch 28
Blues Pills 29
Monument 30
Gehennah 32
Book Zapłać 41
Sylvan 42
The Gentle Storm 44
Marilyn Manson 46
Melechesh 48
The Agonist 50
One 52
Mało Znane Mało Grane 54
Album Miesiąca 55
Recenzje 56
Knight Area 62
Live Sabaton 64
Live Collage 65
Live Epica 66
Live Lizard 67
Infernal War 68
Out Of The Darkness 69
Die Young 70
 

ZGRZYT

Ostatni raz gościliśmy Moonspell na okładce...
 
… w pierwszej połowie poprzedniej dekady. O tego czasu zmieniały się muzyczne mody, za którymi ten zespół z różnym skutkiem także podążał, ale ostatecznie udało się Portugalczykom nagrać dzieło kompletne; melodyjne, ciężkie, klimatyczne i intrygujące. Taki właśnie jest „Extinct” - i to dlatego poświęcamy Moonspell wyjątkowo dużo miejsca w tym wydaniu.
 
Okresy zawirowań i artystycznych poszukiwań zaliczył też w ostatnim dziesięcioleciu Marilyn Manson. Na szczęście „The Pale Emperor” to powrót Mansona do muzyki drapieżnej, mrocznej i... przerażająco prawdziwej – takiej do jakiej przyzwyczaił nas ten artysta na swoich wczesnych płytach.
 
Udany powrót na wydawniczym rynku zaliczył też Steven Wilson; którego poprzednie płyty, wypełnione muzycznymi eksperymentami niekoniecznie wzbudzały entuzjazm zagorzałych fanów. Tymczasem nowy album „Hand. Cannot. Erase.” od razu trafił na podatny grunt; Wilson znów odkrywa tu melodie i zarazem swoje bardziej subtelne oblicze.
 
Z kolei fanom bardziej zdecydowanych, metalowych dźwięków polecamy wywiady z Enforcer, Melechesh, Venom, The Agonist, Gehennah i Thaw zaś wszyscy lubiący bardziej progresywne muzyczne wycieczki powinni przychylnie spojrzeć na wywiady z Knight Area, Sylvan i Gentle Storm. Zresztą, jak już pewnie wiecie, kolejna odsłona naszego Metal Hammer Festival będzie miała właśnie taki, mocno progresywny odcień. Na koncercie w katowickim Spodku pojawią się między innymi, Dream Theater, Evergrey, Riverside, Collage czy Tides From Nebula. Więcej o MH Festival już wkrótce. Będzie się działo!
 
Darek Świtała

 

ALBUM MIESIĄCA

MOONSPELL
Extinct
(Napalm Records)
 
Po serii albumów, na których Portugalczycy zdecydowanie stawiali na ciężar brzmienia i mroczną atmosferę - vide: "Memorial", "Night Eternal" i "Alpha Noir" - można było oczekiwać kolejnych twórczych wycieczek, w których azymut obrany zostanie na moc riffu, a nie chwytliwość melodii. Mam oczywiście w pamięci to, że nastrojowe piosenki z "Omega White" były dobitnym świadectwem tego, że sugestywna, gotycka atmosfera jest immanentną częścią natury Moonspell. Ale był to przecież zaledwie bonusowy dysk, towarzyszący krążkowi wypełnionemu dźwiękami - jak na standardy bohaterów tej recenzji - o ponadprzeciętnej intensywności.
Pudło! "Extinct" idzie na przekór takim oczekiwaniom. - Ten album podzieli fanów - mówi Fernando Ribeiro i już choćby to stwierdzenie powinno wzmóc czujność bacznych obserwatorów poczynań zespołu. A tych przecież nad Wisłą nie brakuje. Bo Moonspell to, w swoim gatunku, w naszym kraju zespół wyjątkowo popularny i ,co tu dużo kryć, szanowany.
Szanowany także za to, że obok albumów, do których niezmiennie od dwóch dekad wzdychają wilczki uwiedzione księżycowym czarem - czyli "Wolfheart" i "Irreligious" - zespół ma w swoim dorobku materiały świadczące o tym, że portugalska załoga, nie trzyma się zwycięskiej formuły niczym pijany ściany. Zamiast tego - z lepszymi i gorszymi rezultatami - poszukuje nowych środków ekspresji. I choć znam wytrawnych pożeraczy gruzu - redaktor Monastyrski potwierdzi, nieprawdaż? - którzy "Sin/Pecado" uważają za materiał całkowicie niesłuchalny - stawiany w jednym rzędzie chociażby z takimi fonograficznymi pomyłkami, jak: "Risk" i "St. Anger" - oraz takich, dla których na "The Butterfly Effect" zawartość Moonspell w Moonspell jest bliska zeru, to z drugiej mańki, w gronie scenowych wyjadaczy nie brak też osobników z otwartą przyłbicą deklamujących peany na cześć wyżej wymienionych, najbardziej kontrowersyjnych w dorobku zespołu albumów.
Teraz do listy krążków, które mogą wywołać reakcję z gatunku: kochaj, albo rzuć, wypada dopisać jedenastą, pełnometrażową pozycję w dorobku Portugalczyków. Nie wierzącym zalecam rozpoczęcie odsłuchu od pulsującego elektronicznym beatem "The Future Is Dark". Takich, klubowych klimatów w twórczości Moonspell poza "Sin/Pecado" nie uświadczycie. Mało? Nasączony orientalnym posmakiem "Medusalem" to - czego nie ukrywają sami główni zainteresowani - inspirowany przez "Temple of Love", hołd dla Sisters Of Mercy. Tak bezczelnie przebojowo, chwilami wręcz popowo, Portugalczycy także nie brzmieli nigdy, poza wymienionym przed chwilą krążkiem numer trzy w dyskografii. No i oczywiście poza kilkoma innymi hitami z "Extinct". Pierwsze z brzegu przykłady to: "The Last of Us", "Dying Breed" i "Funeral Bloom". Wszystkie skrzące się od przebojowych melodii.
Dokładka? Zaśpiewany po francusku, zamykający całość "La Baphomette" z partiami pianina i instrumentów dętych. Numer przenoszący w czasie- gdzieś do początków XX wieku - i przestrzeni - do mrocznych zaułków magicznej, lizbońskiej Alfamy.
To wszystko jak na Moonspell rzeczy jeżeli nie nietypowe, to na pewno lokujące się na obrzeżach terytoriów, które na przestrzeni lat eksplorował zespół. Ma rację wokalista, gdy mówi, że to najbardziej rozśpiewany album Moonspell. Nie kłamie też, że najbliżej mu do "Sin/Pecado". Ale skłamałbym ja - a już na pewno popełniłbym grzech przeciw recenzenckiej rzetelności, gdybym opis zawartości "Extinct" zamknął bez stwierdzenia, że na tym albumie Moonspell absolutnie nie odciął się od swojej tożsamości. W wielu aranżach i melodiach bardzo mocno czuć ducha zespołu. To po prostu materiał bardziej: przebojowy, melodyjny i pachnący orientem (świetne partie turecko-izraelskiej orkiestry), ale przy tym wszystkim wciąż niezwykle emocjonalny - co zresztą znakomicie koresponduje z ideą wymierania, której poświęcony został album - i po prostu "moonspellowy". "Malignia" , "Breathe (Until We Are No More") i numer tytułowy - ale nie tylko one - mają w sobie, ten dobrze znany, posmak mrocznego romantyzmu.
"Extinct" zauroczyła mnie już przy pierwszym spotkaniu. A z płytami, przy których nóżka chodzi już przy pierwszym odsłuchu, miewam pewien problem. Zdarza się bowiem, że muzyka na nich zawarta równie szybko, co wpada w ucho, równie szybko traci powab i czar. To na pewno nie jest przypadek "Extinct".
 
Maciej Miskiewicz