Cześć! Wiem, że to niezbyt rozsądne, zważając na etykietę i rozmach dzisiejszej medialności, natomiast ja swój monolog, chciałbym rozpocząć od tego, że do napisania tych kilku słów przymierzałem się naprawdę długo. Dlaczego? Sam nie wiem, wydaje mi się, że w momencie kiedy mówimy o innych, słowa same płyną i nie sprawia nam to większych problemów. Jednak w momencie, kiedy mamy napisać coś o sobie, pojawia się problem, brakuje słów. Próbowałem wiele razy, powiem szczerze, że moje podejścia okazywały się dość zabawne i przyniosły zarówno mi, jak i moim znajomym wiele śmiechu. Pewnego dnia postanowiłem, że napiszę coś od siebie i dzięki temu tekst będzie miał wartość, bo nie będzie dokładnie przemyślany i sztuczny.

Sport towarzyszy mi odkąd pamiętam, zdecydowanie wydarzyło się tak, dzięki moim rodzicom, którzy aktywnie grali zarówno w piłkę siatkową, jak i koszykową i chcąc nie chcąc, swoje zamiłowania i pasje zaczepili swoim dzieciom. To, że lubiłem sport było pewne. Był to mój sposób na odreagowanie po ciężkim dniu, wyzbycie się złych emocji, wyładowanie żalu, gniewu, ucieczka od problemów, budowanie poczucia własnej wartości i pewności siebie. Zawsze jednak szukałem czegoś dla siebie, czegoś w czym ja będę dobry, nie chciałem robić dokładnie tego samego, co moi rodzice i rodzeństwo, chciałem się wyróżniać.

 

Siłownia – moja pasja!

Tak trafiłem na siłownię – zacząłem uczęszczać tam regularnie, na początku jednak  nienawidziłem jej, z wzajemnością. Dlaczego? Otóż siłownia obnaża słabości i ściąga maskę, tam możesz mierzyć się z innymi, ale przede wszystkim z samym sobą. Ona weryfikuje mniemania i doskonale uczy pokory, której mi niegdyś zdecydowanie brakowało. Z biegiem lat, mogę stwierdzić, że dzięki siłowni ukształtowałem swoją osobowość, zdobyłem kręgosłup moralny, udowodniłem sobie, że mogę, że potrafię, osiągnąłem coś, o czym marzyłem i wierzę w to, że zrealizuję kolejne cele, gdyż nie spoczywam na laurach.

 

Jak zaczęła się moja przygoda z zawodami?

Mając 16 lat, pojechałem na pierwsze zawody dla strongman’ów. Już wtedy wiedziałem, że chcę uprawiać tę dyscyplinę sportu, miałem cel i chciałem go realizować, dla siebie i dla tych, którzy we mnie wierzyli, niezależnie od wszystkiego. Udało się, wkrótce zacząłem startować na różnych imprezach, coraz bardziej popularnych, medialnych, coraz bardziej prestiżowych – osiągałem lepsze wyniki, ludzie gratulowali mi, byłem w centrum zainteresowania i powiem szczerze, naprawdę mi się to podobało. Do czasu, kiedy nie odniosłem pierwszej porażki, wtedy świat jakby zamilkł, jak to? Nie rozumiałem, gdzie są moi fani i „krzykacze”, gdzie ogromne wsparcie i podziw dla mojej pracy? Byłem zawiedziony, to była dla mnie ogromna lekcja pokory i tego, że każdemu zdarzają się gorsze dni i nie zawsze trzeba być na piedestale. Pojąłem też wartość prawdziwej przyjaźni, rywalizacji, nieszczerych zamiarów oraz fałszywych intencji – wcześniej tego nie rozumiałem, nie zauważałem, że ludzie nie zawsze są szczerzy i dobrze mi życzą. Oczywiście wróciłem na podium, bardzo szybko, ale mądrzejszy o bardzo ważną życiową lekcję i przede wszystkim silniejszy, bardziej skoncentrowany.

W miarę osiąganych sukcesów, mój trener i ja – zyskaliśmy nowy sprzęt, możliwości, miejsce i wsparcie sponsorów, dzięki któremu mogłem w komfortowych warunkach przygotowywać się do zawodów. W tym miejscu chciałbym podziękować mojej wspaniałej rodzinie, bo bez niej nie osiągnąłbym tego, co udało mi się osiągnąć. To ona była dla mnie opoką, wsparciem i psychologiem. To dzięki niej jestem dziś w tym miejscu i cieszę się każdym dniem.

Cóż… teraz może trochę informacji „technicznych” dla bardziej wtajemniczonych. Musicie mi wybaczyć ten długi monolog, ale rzadko mam okazję coś napisać od siebie, a bardzo to lubię. Właśnie dlatego stworzyłem tego bloga.

Mam 182 cm wzrostu i ważę 131 kg, mój biceps mierzy 55 cm. Jeśli chodzi o inne parametry, to przedstawiają się one następująco: wyciskanie – 245 kg, przysiad – 336 kg, martwy ciąg – 400 kg, wyciskanie zza karku – 222 kg.